Siedziała niespokojna na brzegu
czarnej kanapy w moim salonie nerwowo stukając butami w drewnianą podłogę i
rozglądając się dookoła, a ja w tym czasie grzebałem w zamrażalniku, w
poszukiwaniu lodu. Dotykała lekko swojego policzka, który powoli nabierał czerwonej
barwy. W głowie mi się nie mieściło jak ten facet mógł ją w ogóle tknąć. Byłem
ciekawy, co takiego tam się stało. Oboje wyglądali na nieźle wkurzonych, a ona
patrzyła na niego z ogromnym obrzydzeniem.
W końcu znalazłem odpowiedniej
wielkości kawałek zamrożonej wody i owinąłem go w niewielki ręcznik, po czym
podszedłem do niej i podałem zimną bryłkę. Usiadłem naprzeciwko niej i
ostrożnie, ale zarazem uważnie się jej przyglądałem. Pod jej zaczerwienionym okiem
powoli malowała się fioletowa już plama. Miałem jednak nadzieję, że nie
wyniknie z tego nic poważnego.
- Dziękuję – powiedziała cicho. –
Jeszcze raz.
- A ja jeszcze raz odpowiem, że nie
masz za co. Przecież nie mogłem się zachować inaczej – podniosła wzrok i nasze
oczy się spotkały, jednak po tym bardzo szybko odwróciła głowę w lewo.
Widziałem, że jest spięta, to w sumie nie dziwne.
- No a… A jak tam mecz?
- Bardzo dobrze, już powoli
traciliśmy szansę na awans, ale w końcu, w drugiej połowie wszystko odrobiliśmy
i oto jesteśmy dalej, witaj półfinale! – powiedziałem z wielkim uśmiechem, tak,
tak, za bardzo się wczułem, ale samo tak wyszło, no jak mogłem się nie cieszyć?
Za to ona raczej niezbyt była z tego faktu zadowolona, spojrzała na mnie
jedynie z niedowierzaniem i mruknęła cicho, że „to fajnie”, choć i tak
wiedziałem, że to tylko tani blef. Aby nie poddać się niezręcznej ciszy
zmieniłem temat. - Może chcesz się czegoś napić? – szybko pokręciła głową w
wyraz odmowy. Chciałem zrobić coś, żeby się trochę rozluźniła, ale nijak mi to
wychodziło, a za chwilę spieprzyłem sprawę jeszcze bardziej, bo bez
zastanowienia walnąłem to, co było przyczyną mojej wielkiej ciekawości, która
zżerała mnie od środka. – Co to był za facet? – od razu tego pożałowałem…
- Słucham?
- Kto to był i dlaczego ci to zrobił?
- Wiesz co, bardzo szanuję to co dla
mnie tam zrobiłeś, ale to nie jest chyba powód, żebyś wszystko wiedział. Taka
mała rada na przyszłość, nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy – wkurzyłem ją.
Znowu. Oderwała ręcznik z lodem od policzka i ostro położyła na stole, po czym
wstała i szybko skierowała się w stronę drzwi. Nie zdążyłem nawet nic
powiedzieć, kiedy ona już zniknęła z mojego domu. Teraz byłem jedynie w stanie
zobaczyć przez okno jej drobną sylwetkę oddalającą się i pogrążającą w mroku.
Do cholery, Bastian, kretynie! Naucz się w końcu trzymać język za zębami.
***
Bezczelny. Jak wszyscy. Wszyscy tacy
sami, powinnam się w końcu nauczyć. Nie dość, że Marco wyprowadził mnie z
równowagi, to teraz jeszcze on.
Idąc szybko w stronę domu
przeklinałam się w myślach, że w ogóle pozwoliłam, aby doszło do tego
wszystkiego. Przecież doskonale wiedziałam, jaki jest Marco, więc po co,
głupia, jeszcze zaprosiłam go sobie do domu. Tak bardzo chciałam się w końcu
odciąć od tej beznadziejnej przeszłości, zacząć wszystko od nowa, ale musiało
się stać jak zwykle. Na przywitanie znowu dostałam od losu kopa w dupę, w moim
przypadku nie na szczęście.
Pospiesznym ruchem wyciągnęłam z
kieszeni granatowych seansów klucze od drzwi domu, przekręciłam je w zamku i
weszłam do środka. Udałam się na górę do łazienki, bo teraz jedyną rzeczą,
która mogłaby pomóc mi trochę odetchnąć jest gorąca kąpiel. Napuściłam wody do
dosyć dużej białej wanny i wlałam stanowczo za dużo wiśniowo-porzeczkowego
olejku do kąpieli. Zsunęłam spodnie, zdjęłam karmelowy sweterek oraz bieliznę i
nie dbając o żaden ład rozrzuciłam wszystko po łazience, a następnie powoli
włożyłam nogi do wanny by po chwili cała się zanurzyć. Cieplutka i pachnąca
woda delikatnie opływała moje rozgrzane ze złości ciało powoli mnie kojąc.
Chyba jedynie taka właśnie kąpiel potrafiła sprawić, że się odprężałam. O tak,
tego było mi trzeba. Teraz mogłam sobie jeszcze raz wszystko na spokojnie, a
przynajmniej spokojniej niż normalnie, przeanalizować. Wszystko od samego
początku.
Marco. Poznałam go niedługo po tym
jak przeprowadziłam się tutaj do ciotki. Był typem buntownika, nic go nie
obchodziło. Dla niego problemy nie istniały, a jeśli już, to zawsze miał na nie
jeden niezastąpiony sposób - urzywki. Typowy bad boy, a ja miałam dziwną
słabość do takich. Imponował mi jego styl bycia. Miał w sobie coś, co tak
bardzo mnie do niego przyciągało, coś, czemu nie potrafiłam się oprzeć, a on
doskonałe o tym wiedział i potrafił wykorzystać w całości, do zera. A ja byłam
tak niesamowicie głupia i naiwna... Nadal jestem, dziś dałam temu doskonały
przykład. Nie potrafiłam odmówić, powiedzieć stanowczego nie. Nie odmówiłam,
kiedy dzwonił. Zgodziłam się na to spotkanie, choć dobrze wiedziałam, że
to nie może się dobrze skończyć. Ale poddałam się mu. Jak zwykle. Nienawidzę
tego uczucia, nienawidzę siebie i nienawidzę Marco. Nienawidzę z całego serca,
ale nadal tak łatwo mu się poddaję. Jak dziecko. Tak bardzo naiwne dziecko nie
znające jeszcze świata. Tak się zachowuję, jakbym nie miała pojęcia o
konsekwencjach, a przecież tak doskonale je mam. A co jest najgorsze? Że nadal
coś czuję. On nadal trzyma mnie w uścisku przy sobie. Tak naiwnie myślałam, że
udało mi się z tego wyrwać, ale nadal pusto wkładam wiarę w jego nic znaczące
słowa. Kiedy mówił, że kocha, tu wzbranianiem nic nie wskóram, opieram się
chwilę, dalej idzie jak zwykle. Wierzę. Bezmyślnie wierzę. Choć dziś mu tego
tak nie pokazałam, to część mnie chciała się mu rzucić w ramiona. Ja byłam
rozdarta. Jedna połowa mnie go nienawidzi, a druga jeszcze nadal obdarza
miłością, to jest najbardziej chore uczucie na świecie. Potem, kiedy kłóciliśmy
się przed domem też wymiękłam. Nie powinnam była do tego dopuścić. Pozwoliłam
by mnie uderzył. A pewnie zrobiłby jeszcze więcej gdyby nie Schweinsteiger...Właśnie, Schweinsteiger. Sama nie wiem, co o
nim myśleć. Irytuje mnie, to fakt, w ciągu jednego dnia potrafił podnieść
poziom mojego zdenerwowania bardzo wysoko i to w dodatku samą swoją obecnością.
Dziś po konferencji jak na mnie czekał... Wiele o nim słyszałam, niekoniecznie
dobrego. Dlatego też nie chcę się w nic wpakować. Już raz taki błąd zrobiłam,
nie popełnię go ponownie. I choćby nie wiem co, dotrzymam obietnicy, którą
kiedyś sobie złożyłam. Żadnych facetów. Miłość to samobójstwo. Już nigdy nikomu
nie pozwolę, żeby owinął mnie sobie wokół palca.
Wzięłam głęboki wdech i zanurzyłam
się w dość wystudzonej już wodzie.