Translate

poniedziałek, 30 września 2013

ROZDZIAŁ II

- Do widzenia!
- Pani Neumann, niech pani chwilę zaczeka - podbiegła do mnie sekretarka. - Pan Braun kazał to pani przekazać i prosił, aby wyrobiła się pani z tym jak najszybciej.
- Oczywiście, dziękuję bardzo. Miłego dnia.
- Dziękuję i wzajemnie, do widzenia pani Neumann! - zawołała wesoło kobieta.
  Po skończonej pracy miałam ochotę wybrać się na zakupy. Pochodzić trochę po galerii, powłóczyć się. Nie spieszyło mi się do domu. Wybrałam się więc do najbliższego dużego centrum handlowego. Zwiedziłam kilka sklepów, kupiłam trochę rzeczy, po czym poszłam coś zjeść.
Usiadłam w jakiejś niedrogiej restauracji i zatopiłam wzrok w menu. Wybrałam zwyczajną sałatkę grecką.
- Przepraszam, czy mogę już... Isabel? - podniosłam wzrok i ujrzałam smukłą, radosną twarz kobiety.
- Ann! Jak ja cię dawno nie widziałam! - Obydwie rzuciłyśmy się sobie w ramiona.
- Tyle lat minęło, ale ty nic się nie zmieniłaś! Nadal masz te piękne, długie włosy.
- A ty ten piękny uśmiech, który zawsze poprawia nastrój. Ale się za tobą stęskniłam - uściskałam Ann jeszcze raz. - No, jak tam u ciebie, opowiadaj! - kobieta rozglądnęła się i usiadła naprzeciwko mnie.
- Na szczęście nikogo nie ma, więc mogę z tobą porozmawiać. Co u mnie? A no narzekać nie mogę, ostatnio mam doskonałą passę. Zarówno w pracy jak i w życiu prywatnym... - pogładziła się po brzuchu. - Ja i Thomas spodziewamy się drugiego syna.
- Kochana, gratuluję! Cieszę się bardzo waszym szczęściem.
- Dziękuję! No a ty co, wróciłaś?
- Tak, tak wyszło.
- To wspaniale! - wykrzyknęła z entuzjazmem. - W końcu nadrobimy te stracone lata. Strasznie się cieszę - uśmiechnęła się do mnie szeroko. Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę o tym, jak wiodło nam się przez ostatnie lata.
- Ann, klienci... - cicho zawołała do mojej koleżanki jedna z kelnerek.
- Wybacz Isabel, ale muszę wracać do pracy - wywróciła oczami.
- Nic się nie dzieje, w sumie to i tak będę się zbierać. Ale może spotkałyśmy się na weekendzie?
- Świetny pomysł, to zadzwoń kiedy będziesz mogła - wyciągnęła z kelnerskiego fartuszka notes i zapisała mi swój numer. Ja również podałam jej swój.
- Dobra, zadzwonię. Trzymaj się.
- Do zobaczenia - dałyśmy sobie buziaka w policzek na pożegnanie i rozstałyśmy się. Wyszłam z restauracji i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że w końcu nic nie zjadłam. Postanowiłam więc, że po prostu wrócę już do domu, tam zjem i zajmę się tłumaczeniami od szefa.
  Szłam powoli, a obcasy moich szpilek rytmicznie uderzały w płytę chodnikową. Był to jedyny dźwięk jaki się tu pojawiał. Ulica, którą szłam była całkowicie pusta, żadnych aut, żadnych ludzi. Tylko ja i moje stukające buty. W pewnym momencie rozległ się głos mojego telefonu. Wyjęłam go z torebki i spojrzałam na wyświetlacz, który pokazywał nieznany mi numer. Odebrałam.
- Isabel? Nie rozłączaj się, proszę, to dla mnie ważne - zamurowało mnie.
- Skąd masz mój numer - wysyczałam przez zaciśnięte zęby, dzięki czemu wyszło z tego zdanie bardziej twierdzące niżeli pytające.
- Mamy wspólnych znajomych, zależało mi, to go zdobyłem.
- Czego chcesz?
- Spotkać się z tobą. Słyszałem, że jesteś w Monachium - cholera, jak plotki szybko się roznoszą...
- Po co?
- Porozmawiać, wyjaśnić sobie trochę spraw...
- Nie, Marco - przerwałam mu. - Tu nie ma już co wyjaśniać. Było, minęło, nie chcę do tego wracać.
- Ale proszę, spotkajmy się. Co ci szkodzi - w sumie miał rację, ale wcale nie uśmiechało mi się znów na niego patrzeć, słuchać go i wspominać. Jednak przełamałam się, co za różnica, najwyżej znowu zrobię mu awanturę czy coś.
- No dobra, kiedy chcesz?
- Dzisiaj. O dwudziestej.
- O dwudziestej u mnie - zaproponowałam, w końcu na swoim terenie zawsze lepiej.
- Mieszkasz tam gdzie dawniej?
- Tak. Coś jeszcze?
- Nie, to wszystko. Isabel?
- Co?
- Dziękuję - rozłączył się. Ciekawe, czego znowu chce. Nie wiem czy to faktycznie był dobry pomysł żeby się z nim spotkać. No ale już po ptakach, zgodziłam się, ewentualne pretensje mogę mieć tylko i wyłącznie do siebie, no ale nie od dziś wiadomo, że najpierw robię, potem myślę, a na końcu... Na końcu zazwyczaj tego żałuję.
* * *

  Czułem się jak bomba atomowa, która zaraz wybuchnie. Schodziłem z boiska cały wkurzony. Przegrywaliśmy dwiema bramkami. Cholera! Jak mogliśmy do tego dopuścić?! Jak ja mogłem do tego dopuścić?! To niewiarygodne! Cały się gotowałem. Już po nas. Już po marzeniach o półfinale Ligii Mistrzów. W pierwszym meczu na Estadio Vicente Calderón, Atletico pokonało nas 1:0. Teraz przegrywamy u siebie, nie damy rady tego odrobić, chyba, że nagle podczas przerwy stałby się jakiś cud, przeciwnicy zapomnieli jak się kopie piłkę, a my sobie to przypomnieli.
  Przerwa zdawała się być tak krótka, że nawet nie zdążyłem pozbierać swoich myśli. Trener krzyczał coś do nas, ale ja byłem całkowicie wyłączony. Starałem się skupić, ale nic z tego. Jak mam niby myśleć teraz racjonalnie? Nagle dotarło do mnie, że przecież nie możemy się poddać. Musimy grać, walczyć do końca!
- Damy radę, chłopaki! Pokażmy im, na co nas stać! Nie możemy się poddać! - krzyczał Philipp. Miał rację, pokażemy im.
  Piętnaście minut minęło jak z bicza strzelił. Na drugą połowę wyszliśmy zdeterminowani. Najpierw na boisku pojawili się piłkarze z Madrytu, potem my. Wszyscy szybko ustawili się na swoich pozycjach, dwóch przeciwników podeszło do piłki na środku boiska i zaczęło się. 
Pierwsze kilka minut to była zwykła kopanina bez celu. Na szczęście rywale nie nacierali na nas tak bardzo, jak w poprzedniej połowie. W końcu coś nas olśniło, coś się stało i w pięćdziesiątej drugiej minucie zwiększyliśmy swoje szanse na awans! Wszyscy rzucili się na Müllera, strzelca pierwszej dla nas w tym spotkaniu bramki. Później było już tylko lepiej. W siedemdziesiątej dziewiątej minucie wyrównał Robben. Najpiękniejsza jednak chwila stała się w osiemdziesiątej trzeciej podstawowego czasu. W środku pola dostałem piłkę od Holgera, a następnie posłałem ją do Ribery'ego. Korzystając z tego, że w obrębie środka i pola karnego było jedynie kilku zawodników madryckich, szybko popędziłem w stronę bramki rywali. W tym czasie Franck podał do Krossa, który był na wprost bramki. Widząc, że bramkarz Atletico jest przygotowany na strzał Toniego, szybko podbiegłem z prawej strony kolegi, a ten sprytnie posłał piłkę do mnie. Goalkeeper Madrytu nabrał się i rzucił w stronę Toniego, a ja wykonałem strzał na pustą bramkę. 3:2! Na Allianz Arena zawrzało. Kibice skandowali moje nazwisko, chłopaki z drużyny rzucili się na mnie, wszyscy wpadliśmy w niesamowitą euforię. Idealnym zwieńczeniem była przypadkowa samobójcza bramka Atletico. No lepiej być nie mogło! Kto by pomyślał, że ten mecz tak się zakończy, sam nie mogę w to uwierzyć. Po zakończeniu razem z kibicami niesamowicie się cieszyliśmy, nie potrafię opisać tego, co tam się działo.
  W szatni jeszcze przez dłuższy czas świętowaliśmy awans do półfinału. 

* * *

  Przeglądałam na internecie oferty mieszkań nieopodal centrum Monachium. Zdecydowałam się na sto procent, że sprzedam dom i przeprowadzę się do czegoś stanowczo mniejszego. Miałam już nawet potencjalnego nabywcę willi. Teraz pozostało tylko znalezienie czegoś odpowiedniego, załatwienie formalności i gotowe. Jeśli wszystko dobrze by poszło, to uwinęłabym się z tym w około tydzień, tak myślę. Niestety, jak na razie nic nie mogłam znaleźć. Siedziałam w ciszy popijając co jakiś czas kakao. Nagle rozległ się dźwięk mojego telefonu. Kompletnie się tego nie spodziewałam, podskoczyłam jak oparzona, tak mnie to wystraszyło.
- Słucham?
- Cześć Isabel! - usłyszałam w słuchawce radosny jak zwykle głos Ann. - Bardzo zajęta jesteś?
- W sumie to troszkę.
- Czyli pewnie nie dasz rady wyrwać się na kilka godzin?
- Oj nie, dzisiaj nie ma mowy. Właśnie szukam jakiegoś mieszkania do kupienia bądź wynajęcia, poza tym i tak jestem już na dzisiaj umówiona - Swoją drogą, która już godzina? Spojrzałam na zegarek i z ulgą odetchnęłam, gdyż była dopiero szesnasta czterdzieści dwie.
- Ech, to szkoda... Ale jak znajdziesz czas, to mój numer znasz. A czekaj, czekaj, czy ty powiedziałaś, że szukasz mieszkania?
- No tak...

- To się świetnie składa! Wiesz, teraz jak rodzina się nam powiększa, to i mieszkanie zmieniliśmy na większe, ale nie sprzedaliśmy starego. Praktycznie samo centrum. Nie jest wielkie, ale małe z pewnością też nie. Jeśli byś była zainteresowana, to chętnie mogłabym ci je sprzedać - powiedziała zadowolonym głosem.
- Naprawdę? Z nieba mi spadasz! No to może umówiłybyśmy się jutro, jeśli ci pasuje?
- Jasna sprawa. Tylko bardziej po południu... Ale pewnie tobie też wtedy wygodniej. O siedemnastej może być?  U mnie w restauracji, akurat kończę pracę. Co ty na to?
- Jestem jak najbardziej za - zaśmiałam się. 
- Świetnie, to jesteśmy umówione. No to ja już kończę, trzymaj się kochana, do jutra!
- Do zobaczenia, Ann! - pożegnałam się w wesołym nastroju i rozłączyłam się. Teraz więc sprawy mieszkania częściowo miałam z głowy, na chwilę obecną przynajmniej. Pozostało mi jedynie uzbroić się psychicznie na spotkanie z moim byłym, do którego z każdą minutą było coraz bliżej. Byłam rozbita. Z jednej strony go nienawidziłam za to wszystko, a z drugiej, nadal coś do niego czułam... Wiem, że to głupie i być może nielogiczne, ale tak jest...

* * *

  Po meczu, który skończył się około szesnastej czterdzieści pięć nieźle zabalowaliśmy. Było wpół do dziewiątej, a ja dopiero wracałem do domu. Włączyłem głośno muzykę i nie przejmowałem się niczym. Nawet nie wiem kiedy dojechałem do domu. Zaparkowałem przed garażem i wysiadłem z samochodu. Rozpierała mnie energia. Chyba już nic nie może zepsuć mi tego dnia!

  Usłyszałem krzyk kobiety, zaraz później również mężczyzny. Odwróciłem się i wyszedłem poza ogrodzenie mojej posesji. Rozglądnąłem się i o dom dalej zobaczyłem JĄ. Wiedziałem, że już kiedyś ją widziałem, ale teraz nie miało to znaczenia. Kłóciła się z jakimś mężczyzną, krzyczała. Nie wiedziałem co robić, ale chciałem jej pomóc, uchronić ją.
- Nienawidzę cię, wynoś się stąd i nie pokazuj mi więcej na oczy!!!
- Bella, poczekaj, zrozum...
- Nie, to ty zrozum, nie chcę cię już nigdy widzieć, daj mi spokój raz na zawsze!
- Daj mi dojść do słowa...
- Powiedziałeś już wystarczająco za dużo. Wynoś się stąd!
- Bella, ty nie rozumiesz!
- To ty nic nie rozumiesz, jesteś tylko nic nie wartym ćpunem i nic więcej, a ja nie chcę być taka jak ty, idź do tych swoich naiwnych przyjaciółek, one nabierają się na te tanie chwyty, ale ja nie, skończyło się, jesteś jedynie egoistą! - próbowała opanować głos, więc nie słyszałem całości co mówiła, jednak mężczyzna strasznie się wkurzył. Czułem, że nie mogę tego tak zostawić i szybkim krokiem zacząłem się do nich zbliżać.
- Przesadziłaś! - krzyknął na nią i szarpnął ją. Próbowała się osłonić. Uderzył ją. O nie, tego było za wiele, nie wytrzymałem. Podbiegłem tam i doprowadziłem do bardzo bliskiego spotkania mojej pięści z jego twarzą. Chyba rozwaliłem mu nos. Próbował mi oddać, jednak nie dał rady, krzyknął coś, ale nie zwróciłem już na to uwagi. Odszedł. 
- Nic ci nie jest? - od razu podbiegłem do kobiety.
- Nie, nie, dziękuję... - chowała twarz w rękach, pewnie nawet nie miała świadomości kim jestem. - Dziękuję, że mnie obroniłeś... Gdyby nie ty... On jest nieobliczalny - mówiła powoli.
- Nie masz za co dziękować. Nie mógłbym pozwolić, żeby na moich oczach on kogoś pobił, a już z pewnością nie kobietę - odsłoniła twarz. Popatrzyła na mnie z lekkim niedowierzaniem. Uśmiechnęła się lekko. - Mogę ci jakoś pomóc?
- Masz może lód? Chyba trochę się przyda - powiedziała dotykając obolałego policzka.
- Mam, chodź - wskazałem kierunek głową, po czym wolnym krokiem udaliśmy się w stronę mojego domu.

sobota, 28 września 2013

ROZDZIAŁ I

  Był dość chłodny poranek. Na kostce chodnikowej było widać jeszcze ślady po nocnej ulewie, jednak teraz słońce powoli przedzierało się przez warstwy chmur, a one same z lekka się przecierały.
  Taksówkarz przywiózł mnie pod wcześniej wskazany adres. Wyszłam powoli z pojazdu, po czym wyjęłam z bagażnika swoje rzeczy. Zapłaciłam starszemu mężczyźnie za kierownicą jego należność i powolnym krokiem ruszyłam w stronę bramy. Wygrzebałam klucze z torby i głęboko westchnęłam. Tak dawno tu nie byłam, tyle się przez ten czas zmieniło... Piękna niegdyś brama zaczynała powoli poddawać się rdzy. Przekręciłam w niej klucz i  lekko pchnęłam, a ona posłusznie z cichutkim jękiem umożliwiła mi wejście na zarośniętą już trochę ścieżkę prowadzącą do domu. 
  Szłam powoli, przyglądając się posiadłości. To nie był mały domek, wręcz przeciwnie, ogromna willa. Teraz jednak już trochę zapuszczona, mimo tego, że choć od śmierci jej właścicielki - cioci Anny minęły dwa miesiące, to pani sprzątająca zaglądała tu co tydzień. Tak czy siak, pamiętam ten dom w zupełnie innej odsłonie.
  Podeszłam do masywnych drewnianych drzwi. Dotknęłam lekko zimnej kołatki i znowu westchnęłam. Wyciągnęłam kolejne klucze i przekręciłam w zamku, drzwi się otworzyły. Ostrożnie przekroczyłam dość wysoki drewniany próg. Stałam w korytarzu, który praktycznie w ogóle się nie zmienił. Nawet różowa tapeta w jakieś kwiatki, której tak nie cierpiałam pozostała. Jeśli z początku twierdziłam, że ta stara willa jest całkowicie inna, niż kiedy tu ostatni raz byłam, no to teraz śmiało mogłam to obalić. W środku było tak samo jak dziesięć lat temu. Tak samo, ale mimo wszystko pusto. W jednej chwili wróciły wszystkie wspomnienia. Zawsze, kiedy tu wchodziłam, witał mnie radosny głos ciotki. Teraz było cicho. 
  Położyłam torbę na szafeczce, walizki zostawiłam na korytarzu i poszłam przywitać się z domem, który od dzisiaj ma być moim nowym-starym miejscem na Ziemi. Pierwszym pomieszczeniem był oczywiście mój pokój, który również jako pierwszy potrzebował metamorfozy. W końcu gusta piętnastolatki ulegają zmianie, gdy ta staje się dwudziestosześcioletnią kobietą. Ale to teraz nie jest aż tak istotne, najważniejsza jest aklimatyzacja. Tak, aklimatyzacja i praca. Na szczęście firma, w której pracowałam w Dortmundzie ma też swą siedzibę w Monachium, a więc praktycznie nic nie zmieniam, no oprócz szefostwa i współpracowników, ale to nie powinno być większym problemem. 
Położyłam się na łóżku i popatrzyłam na sufit. Dalej wisiał tam plakat AC/DC, którego niegdyś byłam fanką. Teraz nie jestem, jednak ze względów sentymentalnych, może tutaj zostać, aż do remontu. 


  Minęły dwa tygodnie, ja powoli oswajałam się z Monachium. Szłam właśnie do pracy i przypominałam sobie stare czasy. Rozglądałam się na boki, co chwilę myśląc jak dane miejsce się zmieniło, bowiem tę drogę znałam doskonale.
  Biłam się z myślami. Już na początku stwierdziłam, że dom ciotki jest za duży dla mnie samej. Może powinnam go sprzedać i wrócić do Dortmundu? Nie, nie, dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. W sumie dopiero niedawno dotarło do mnie, jakim błędem była moja wyprowadzka tam. Kiedy to się stało byłam jeszcze głupią i naiwną siedemnastolatką, która pod wpływem swojej wielkiej miłości zostawiła wszystko co miała i popędziła z nim nie wiadomo gdzie. Co jak co, aż tak źle to mi tam nie było. Po prostu mam stamtąd złe wspomnienia, przez tą „wielką miłość” właśnie. Na imię mu było Marco. Ale nie chcę o nim myśleć. Najważniejsze, że już go nie ma, a ja ten rozdział dawno zamknęłam, teraz liczy się tylko to, co jest. No, a wracając do sprawy z mieszkaniem… Dom jest dla mnie stanowczo zbyt duży. Może po prostu sprzedam go i kupię coś mniejszego bliżej centrum? Tak, myślę, że to dobry pomysł. I chyba już dzisiaj się tym zajmę. W pewnym momencie zaśmiałam się ironicznie w duszy, że w ogóle wpadłam na pomysł powrotu. Teraz to jest moje miejsce i to tu chcę spędzić najbliższy czas. Ale koniec tych rozmyślań, teraz powinnam zająć się pracą. Podniosłam głowę do góry, popatrzyłam na wielki i oszklony budynek, po czym weszłam do środka.
- Isabel! – usłyszałam głos szefa. – Jakie szczęście, że przyszłaś wcześniej! Dzisiaj mam dla ciebie inne zadanie, za piętnaście minut zaczynamy konferencję piłkarzy i potrzebujemy hiszpańskiego tłumacza. Gabriele się rozchorowała, a więc musisz ją zastąpić. Ale z twoimi kwalifikacjami, to nie powinno być żadnego problemu, prawda?
- Skąd, zajmę się tym – uśmiechnęłam się. Szef (z którym jak się składa pracowałam dwa lata temu w Dortmundzie) doskonale wiedział, że hiszpański był dla mnie jak bułka z masłem, ten język znam od dziecka, bowiem moja matka pochodziła właśnie z Hiszpanii. Poza tym, lubiłam rolę tłumacza na konferencjach, a na pewno wolałam to od zwyczajnej papierkowej roboty, którą zazwyczaj się zajmowałam.
- Wspaniale, wyśmienicie! A więc wszystko zaczyna się, tak jak już mówiłem, za piętnaście minut w sali konferencyjnej numer dwa na pierwszym piętrze. Życzę powodzenia i miłej pracy, Isabel. – uśmiechnął się serdecznie jak to miał w zwyczaju i poszedł zajmować się swoimi sprawami, a ja w pozytywnym nastroju udałam się pod wskazane miejsce. Niestety, cały dobry humor opuścił mnie, kiedy przeczytałam, dla kogo będę tłumaczyć. Kartka na drzwiach mówiła: Fußball-Club Bayern München und Club Atlético de Madrid” Byłam fanką piłki nożnej, więc miałam kluby, którym kibicowałam, a także te, którym nie kibicowałam. Takim właśnie był Bayern, a więc wcale nie byłam szczególnie zadowolona z faktu, iż mam pracować z zawodnikami tego właśnie klubu. No, ale cóż, mus to mus, taka praca, jakoś to przeboleję.
   Pod salę przyszli piłkarze – po trzech z każdego klubu, a także obaj trenerzy. Przywitali się, po czym powoli weszli do środka i zajęli swoje miejsca. Ja również. Oprócz mnie był także prowadzący.
Całość trwała około czterdzieści pięć minut. Po zakończeniu wszyscy podziękowali mi za jakże świetne tłumaczenie i zaczynali powoli się rozchodzić. Piłkarze i ich trenerzy wyszli pierwsi, tylko jeden stanął przy drzwiach i czekał. Pomieszczenie opuścili już wszyscy dziennikarze i fotografowie, a on nadal czekał. Pakując swoje rzeczy i rozmawiając z Matthiasem – prowadzącym, zerknęłam kilka razy na niego. Zdawało mi się, że czeka na Matthiasa, ten jednak po krótkiej pogawędce ze mną minął piłkarza bez słowa i wyszedł. A więc on czeka na mnie? Unikając jego spojrzenia zarzuciłam torbę na ramie i wzięłam pod pachę teczkę z różnymi papierami, i powolnym krokiem udałam się w kierunku drzwi, a zarazem mężczyzny.
- Gratuluję – powiedział, gdy się do niego zbliżyłam. Podniosłam głowę i spojrzałam z lekka pytająco. – Mówi pani jak rodowita hiszpanka.
- Dziękuję – odpowiedziałam sucho, bez żadnych wyjaśnień. On uśmiechnął się pod nosem.
- Jestem Bastian. Bastian Schweinsteiger.
- Doskonale wiem, kim pan jest – burknęłam. Zachowałam się głupio, wiem, ale nie miałam najmniejszej chęci z nim rozmawiać. Bayernowcy zawsze mnie denerwowali. – A teraz przepraszam, ale śpieszę się – nie pozwoliłam mu już nic więcej powiedzieć i wyszłam. W głębi duszy zastanawiałam się, czego tak naprawdę chciał, bo na pewno nie pogratulować mi doskonałego hiszpańskiego.

 * * *

Zostałem w pomieszczeniu sam. Żałowałem, że tak wyszło. Widać było, że nie miała najmniejszej chęci ze mną rozmawiać. Dlaczego na nią zaczekałem? Przecież, że nie dla tego, aby powiedzieć, że ma świetny hiszpański, ale nic innego nie wymyśliłem… Zaczekałem, bo skądś ją znam, jestem pewny, że gdzieś ją już widziałem. Takich osób się nie zapomina. Była taka… Taka inna. Piękna. Ale przecież nie powiedziałbym jej tego. Sam nie wiem, co chciałem osiągnąć, prawdę powiedziawszy nie dziwię się jej, że tak się zachowała.
- Bastian? – głos Philippa wyrwał mnie z rozmyślań. – Co ci odbiło, że tak tu stoisz? Konferencja się już skończyła – szturchnął mnie szeroko się uśmiechając. – Chodź, wszyscy już czekają.
- No, idę, idę – mruknąłem i westchnąłem głęboko, po czym wraz z przyjacielem udałem się w stronę miejsca, gdzie mieliśmy się wszyscy zebrać przed dzisiejszym meczem.

  
Inspirowana kilkunastoma blogami, postanowiłam, że na moim również będą tzw. podkłady muzyczne. Polecam słuchać wraz z czytaniem podanych przeze mnie podkładów, gdyż bardzo często będą one w jakiś sposób wiążące się z opowiadaniem, poprzez tekst bądź pasującą melodię.


Serdecznie zapraszam do czytania oraz komentowania, gdyż jestem otwarta na wszelką krytykę. Mam nadzieję, że opowiadanie przypadnie Wam do gustu. :)

Bastian Schweinsteiger


Bastian Schweinsteiger 
(ur. 1 sierpnia 1984 w Kolbermoor)

Niemiecki piłkarz występujący na pozycji pomocnika. Obecnie gra w Bayernie Monachium. Piłkarską karierę rozpoczynał w klubie FV Oberaudorf, w którym grał do 1992 roku. Następnie przez niecałe siedem lat trenował w młodzieżowej drużynie TSV 1860 Rosenheim, by w lipcu 1998 roku trafić do juniorów Bayernu Monachium. W 2002 roku Schweinsteiger razem z drużyną wywalczył młodzieżowe mistrzostwo Niemiec i jeszcze w tym samym roku został członkiem grającego w trzeciej lidze drugiego zespołu Bayernu. Po dwóch sesjach szkoleniowych z pierwszą drużyną Ottmar Hitzfeld dał Schweinsteigerowi szansę debiutu. Niemiecki gracz 13 listopada 2002 roku wystąpił w zremisowanym 3:3 pojedynku przeciwko RC Lens w ostatniej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów i kilka minut po pojawieniu się na boisku zaliczył asystę przy golu Markusa Feulnera. W grudniu Schweinsteiger podpisał z Bayernem zawodowy kontrakt. W sezonie 2002/2003 rozegrał czternaście spotkań w Bundeslidze i przyczynił się do wywalczenia przez swój klub mistrzostwa oraz Pucharu Niemiec. W kolejnych ligowych rozgrywkach Schweini brał udział w 26 pojedynkach, a we wrześniowym spotkaniu z VfL Wolfsburg strzelił swojego pierwszego gola dla Bawarczyków.


Nowy trener Bayernu – Felix Magath na początku sezonu 2004/2005 niespodziewanie odesłał niemieckiego gracza do zespołu rezerw. Schweinsteiger szybko powrócił jednak do kadry i pomógł jej w zdobyciu mistrzostwa i krajowego pucharu oraz dotarciu do ćwierćfinału Champions League. W kolejnych sezonach Niemiec także był podstawowym zawodnikiem swojego klubu, a w 2006 i 2008 roku ponownie zdobywał z nim podwójną koronę (mistrzostwo i puchar). 15 sierpnia 2008 roku w meczu przeciwko Hamburgerowi SV Schweinsteiger został autorem pierwszego gola podczas rozgrywek Bundesligi 2008/2009. W 2012 roku zagwarantował Bayernowi finał w Lidze Mistrzów, na własnym stadionie, jednak w samym finale, nie strzelił karnego i Bayern przegrał.

W 2004 roku Schweinsteiger rozegrał siedem meczów i strzelił dwie bramki dla reprezentacji Niemiec do lat 21, z którą wystąpił na mistrzostwach Europy juniorów. W dorosłej kadrze zadebiutował 6 czerwca tego samego roku w wygranym 2:0 towarzyskim spotkaniu przeciwko Węgrom. Następnie Niemiec razem z drużyną narodową pojechał na Euro 2004, na których podopieczni Rudiego Völlera zostali wyeliminowani już w rundzie grupowej. Pierwsze dwa gole dla reprezentacji swojego kraju Schweinsteiger zdobył 8 czerwca 2005 roku w zremisowanym 2:2 towarzyskim pojedynku z Rosją. Następnie wpisywał się na listę strzelców w dwóch meczach Pucharu Konfederacji – zwycięskim 3:0 

z Tunezją oraz wygranym 4:3 przeciwko Meksykowi, który zadecydował o zdobyciu przez Niemców trzeciego miejsca.

W 2006 roku Jürgen Klinsmann powołał gracza Bayernu do 23–osobowej kadry na mistrzostwa świata. Na mundialu tym Niemcy wywalczyli brązowy medal, natomiast sam Schweinsteiger wystąpił we wszystkich spotkaniach, a w wygranym 3:1 pojedynku o trzecie miejsce z Portugalią został autorem dwóch goli.

W czerwcu 2008 roku niemiecki pomocnik razem z reprezentacją prowadzoną już przez Joachima Löwa zdobył srebrny medal mistrzostw Europy. Na turnieju w Austrii i Szwajcarii Schweinsteiger strzelił dwie bramki – w ćwierćfinale z Portugalią i w półfinale z Turcją, natomiast w drugim meczu rundy grupowej przeciwko Chorwacji w 92. minucie został ukarany czerwoną kartką. 
W 2010 roku zdobył brązowy medal na Mistrzostwach Świata 2010.

Isabel Neumann


Isabel Neumann 
(ur. 13 kwietnia 1990 w Walencji)

Pół niemka, pół hiszpanka. Jej matka zmarła, gdy ta miała dziesięć lat. Od tego czasu jej ojciec zaczął nadużywać alkoholu i między innymi z takowych przyczyn stracił władzę rodzicielską kiedy Isabel była w wieku piętnastu lat. Dziewczyna wyjechała razem z ciotką do Monachium i tam pod jej opieką wychowywała się przez kolejne dwa lata. Później jej losy się zmieniły, pod wpływem chłopaka w wieku siedemnastu lat wyjechała z nim do Dortmundu. Niestety nie był to trafny wybór. Z początku wszystko dobrze się układało, jednak później dziewczyna przekonała się jaki naprawdę jest jej partner. Isabel żyła w toksycznym związku. Kiedy dowiedziała się o śmierci ciotki, postanowiła wrócić do Monachium. Czy była to dobra decyzja?

  Isabel jest szczupłą kobietą o przenikliwym spojrzeniu. 
Ma oczy koloru niebiesko-zielonego.
Źródło: Zszywka.pl


Źródło: tumblr





  Jej włosy są kasztanowe z lekkimi refleksami, bardzo często rozpuszczone, bądź związane w luźny warkocz.

  Kobieta zazwyczaj uśmiechnięta i o przyjaznym wyrazie twarzy. 
Charakter ma skomplikowany. Bardzo trudno ją "rozgryźć". Mimo tego, iż stara się być otwarta na nowe znajomości, to bardzo często musi minąć jakiś czas, aby faktycznie się przed daną osobą otworzyła i zaczęła rozmawiać z nią bez większych zahamowań. Pomocna i zawsze można na nią liczyć. 
  Ciekawostka: Urodziła się w piątek 13